Recenzja opublikowana dzięki uprzejmości serwisu www.gamerstation.pl
Playstation 3 nie miało łatwego początku, co w dużej mierze spowodowane było słabą kampanią marketingową. Z każdym kolejnym miesiącem było coraz lepiej, by w chwili obecnej już móc pochwalić się przed konkurencją sporą ilością długo wyczekiwanych hitów. LittleBigPlanet pojawił się na rynku dokładnie w momencie rozkręcenia się maszynki Sony, udowadniając dwie rzeczy, za które jest szanowana nawet rok po premierze, kiedy inne tytuły już dawno się ludziom przejadły. Po pierwsze, wniosła gatunek platformówek na zupełnie nowy poziom, łącząc klasyczne ujęcie i koncentrując się na czystej zabawie.
Element ten zasługuje na uznanie zwłaszcza w dobie takich gigantów jak Ratchet and Clank oraz Jak and Daxter, które jednak musiały odejść od ścisłej reguły platformerów, poprzez wprowadzenie elementów zaczerpniętych ze strzelanin bądź rpgów. Po drugie - i najistotniejsze - po raz pierwszy w historii gatunku Media Molecule (twórcy) stworzyli społeczność graczy, dzięki nieskończonym możliwościom, jakie daje kreator tworzenia leveli, możliwość ich wrzucania do sieci, czy zabawę w misje stworzone przez ludzi z całego świata. Wystarczające argumenty, aby popchnąć zabawę jeszcze dalej, z dnia na dzień powiększając społeczność graczy, którzy nie tylko mogą bawić się wspólnie, lecz także przyczyniać się do tworzenia „Małej Wielkiej Planety”. Jeśli jeszcze nie miałeś okazji zagłębić się w ten magiczny świat to nic straconego, bowiem im dalej od dnia premiery, tym większa frajda i możliwości płynące z rozgrywki.
Dwie wymienione powyżej składowe są dopiero wstępem, o czym szybko przekonamy się poznając głównego bohatera. Sackboy - bo o nim tu mowa - to pozornie bezpłciowa postać, wyglądająca jak kukiełka z teatru lalek, której cechy osobowości, wygląd i prawdziwą naturę nadaje dopiero gracz po rozpoczęciu przygody. Możemy bowiem nie tylko tworzyć rozmaite levele, lecz także modyfikować dowolnie naszą postać właśnie przez swój skromnie wyglądający image. W trakcie zaliczania kolejnych misji, będziemy obok rozmaitych bonusów punktowych, zbierać także tzw. stickery - są to kolorowe obrazki, którymi zapełniać będziemy niedokończony wizualnie świat. Ten bowiem aspekt ściśle wiąże się z fabułą, bowiem sam początek gry jasno sygnalizuje nam, że krainy po których będziemy się poruszać, są skumulowanymi marzeniami sennymi wszystkich ludzi na świecie, tak więc jednym z głównych zadań Sackboya będzie domalowywanie snów w taki sposób, aby ułożyły się one w jedną spójną całość. Wracając jednak do stickerów - po nadaniu barw odpowiednim miejscom bądź przedmiotom, będziemy mogli kontynuować naszą przygodę dzięki odblokowanym przejściom, a co się z tym wiąże - do naszej kolekcji dołączą nowe stickery oraz ciuszki, w które przebierzemy naszą kukiełkę. Patent prosty i rajcowny, a jednocześnie skutecznie napędzający kampanie fabularną do przodu. Zwłaszcza, jeśli weźmiemy pod uwagę dodatkowe bonusy za przejście misji bez straty życia, bądź zbierając wszystkie ukryte itemy, dzięki czemu rozgrywka nie kończy się na jednorazowym zaliczeniu.
Kolejnym nietuzinkowym motywem, który błyskawicznie wprawia w osłupienie jest oprawa AV, która zaserwowana jest z takim artyzmem, że nie ma prawa zestarzeć się nawet po latach. Nie spotkamy tu typowej dla gatunku grafiki - każdy element otoczenia, drzewa, tło, czy nawet sama postać Sackboya, wyglądają jakby stworzone były ze sztucznego tworzywa, co daje niesamowity efekt wizualny i cieszy oczy nawet znacznie po premierze. W tle zaś bezbłędnie komponuje się dźwięk - często humorystyczny, innym razem orientalny, a nawet melancholijny - tak inny a jednocześnie tak błyskawicznie wpadający w ucho, że nie sposób się od niego oderwać nawet po zakończonej sesji.
A co powiesz na możliwość przechodzenia misji nawet do czterech graczy jednocześnie przy jednej konsoli?! LBP w tej materii spisuje się świetnie w roli party - games, co jest kolejną innowacją na miarę gatunku. Raz, że można się świetnie bawić z kumplami niekoniecznie grającymi na co dzień, zaś dwa - misje wykonane są w taki sposób, aby pozwolić na ścisłą współpracę graczom, którzy poważniej podchodzą do wspólnego zaliczania planet. Rewelacja, miodność eksplodująca z ekranu, a ponadto sporo śmiechu, przy różnych zaskakujących patentach. Weźmy dla przykładu osobę, która chce przeskoczyć przez zapadnię, gdy nagle drugi gracz podbiega do tego pierwszego i Sackboy nagle dostaje „z płaskiej”, bądź jest ciągnięty przez cały ekran. Dodając do tego możliwość zmieniania mimiki twarzy (od bardzo szczęśliwej, poprzez smutną, groźną, czy zdegustowaną), LBP na długo zachowa się nie tylko w Twojej pamięci, lecz także znajomych.
O kreatorze leveli można pisać powieści. Ze swojej strony napiszę tylko, że możliwości jakie oferuje gra w połączeniu z kreatywnością uczestników zabawy, zaskoczyła nawet samych twórców. Weźmy dla przykładu kultowe DLC, w którym możemy kierować Sackboyem stylizowanym na Solid Snake’a z MGS4. Myślisz, że to szczyt marzeń? W sieci od pewnego czasu można znaleźć misje i pluszaków, czerpiących garściami z takich gier jak Devil May Cry, Ape Escape, God of War, Ninja Gaiden, Silent Hill, czy nawet misję tworzoną na wzór kultowych ruskich gierek nazywanych potocznie „wilk łapie jajka”. Jeśli wciąż myślisz, że to mało, to po prostu wejdź do świata gry i zobacz, co z dnia na dzień tworzy dla Ciebie społeczność, a przekonasz się, że szybko nie odpuścisz przygodzie.
Fizyka to kolejny istotny aspekt tej produkcji. Każdy ruch Sackboya - bieg, powolny marsz, skok, czy nawet przepchnięcie przedmiotu - daje się tu namacalnie odczuć w trakcie sterowania. Do tego dochodzi klasyczne ujęcie kamery w stylu 2,5d (rodem z trylogii Crash Bandicoot z PSX’a), pozwalające nam poruszać się w psudo - trójwymiarowym świecie, które wzorowo odwzorowuje wielkość świata. Druga stroną medalu jest odpowiednie wyczucie i dokładne poznanie zachowań Sackboya względem otoczenia. Choć oprawa wydaje się słodka, to sielanka nie trwa jednak wiecznie. Z każdą kolejną misją konsekwentnie podnosi się poziom trudności, by w końcowych misjach dać solidny pstryczek w nos, wymuszając pełne zaangażowanie w rozgrywkę i osiągnięcie perfekcji. Osobiście zostałem miło zaskoczony takim przebiegiem sytuacji, gdyż na początku faktycznie wszystko idzie z górki. Dodając do tego różnorodne lokacje (np. na tle polany, ceremonii ślubnej, czy płonącej wioski) oraz liczne mini gry, w trakcie których musimy jak najdłużej utrzymać się przy życiu zbierając przy tym jak najwięcej bonusów, gra gwarantuje wysoki poziom, który pozwoli na przerwę dopiero po wymaksowaniu wszystkiego.
LittleBigPlanet to pierwsza platformówka, która pozwala na własny udział w tworzeniu gry, jednocześnie bawiąc nawet do kilku graczy jednocześnie w zaprojektowanych przez twórców levelach. Jest słodka - wręcz chill-outowa- a jednocześnie wymagająca i mobilizująca do wielokrotnego użytku. Ciężko tak naprawdę wskazać tu większe wady, choć niektórych może poruszyć poziom trudności w końcówce i sporadycznie niewygodna kamera. Gra wyznaczająca standardy w gatunku, a jednocześnie tak niepowtarzalna, że ciężko będzie konkurencji obrać jej drogę. Cieszy zarówno w singlu jak i w większej ekipie, a przy tym pozwala na nieograniczone pole manewru wszystkim marzącym wcześniej o stworzeniu własnego świata. Gra ideał? Na to pytanie już musisz sobie sam odpowiedzieć. Wiedz jednak, że trochę wody w Wiśle upłynie, zanim platformówki zrobią przynajmniej tak duży krok do przodu jak LBP.
+ Plusy
- oprawa AV
- klimat
- multiplayer!
- różnorodne misje
- społecznościowy charakter gry
- postać Sackboya I możliwość tworzenia własnych plansz
- stale wzrastający poziom trudności
- Minusy
- miejscami zakręcona kamera
- dla niektórych osób poziom trudności w końcówce