Recenzja opublikowana dzięki uprzejmości serwisu www.gamerstation.pl
Po niespełna 3 tygodniach wspólnego zamieszkiwania z EyePet jestem pewien czterech rzeczy: każda złotówka wydana na jego zakup to doskonała inwestycja, jeszcze nie widziałem gry tak pochłanianej przez dzieciaki, dostarcza mnóstwo zabawy całej rodzinie i moi domownicy nie oddadzą go za żadne skarby.
Cóż to jest ten EyePet? Jeśli dzwoni Wam gdzieś nazwa EyeToy, to bardzo blisko, gdyż jest to rozwinięcie pomysłu z PS2. Jeśli pomyśleliście tamagotchi - to też dobrze, gdyż istotą EyePet jest właśnie opiekowanie się nad wirtualnym zwierzakiem.
Jak przysposobić takiego zwierzaczka? Są dwa scenariusze. Pierwszy z nich - macie już kamerkę do PS3, więc przed Wami wydatek rzędu 100 zł, gdyż kupujecie tylko grę. Drugi - nieco droższy, ale przeznaczony dla osobników kamerki nie posiadających. W tym wypadku ze sklepu wychodzicie z bardzo sympatycznym, kolorowym kartonowym pudełkiem, skrywającym zarówno grę, jak i kamerę. Tutaj trzeba liczyć się z wydatkiem rzędu 169 zł. Tak czy siak, podłączenie i rozpoczęcie zabawy jest maksymalnie ułatwione, więc nie bójcie się i dajcie szansę EyePet.
Gra jest skierowana do najmłodszych odbiorców, ale to wcale nie oznacza, że rodzice nie mogą się nią bawić wraz ze swoimi pociechami. Poziom trudności nie jest wygórowany, tak aby nie zniechęcać małych graczy, ale czasami mogą trafić się zagwozdki i utrudnienia, które spowodują, że zostaniecie poproszeni o pomoc.
Słowo granie jest tu moim zdaniem jak najbardziej nie na miejscu, gdyż bardziej chodzi o rozmaite interakcje z wirtualnym stworkiem, niż o granie w bezpośrednim rozumieniu tego słowa. Oko kamery przenosi nam wycinek naszego pokoju na ekran telewizora i dzięki temu tworzy się złudzenie, że zwierzątko hasa sobie po podłodze obok nas.
Pierwszym krokiem jest stworzenie wirtualnego zwierzątka. Jest to zadanie na dłuższą chwilę, gdyż opcji jest mnóstwo, ale już w tym miejscu pojawiają się pierwsze uśmiechy u dzieci. Zaczynają się fajnie bawić. Sam kreator jest pod względem obsługi zbliżony do rozwiązania z LittleBigPlanet.
Nad rozwojem sytuacji czuwa Profesor (mówiący w naszym ojczystym języku), który podpowiada co robić oraz dozoruje zachowania opiekuna. Wszystko po to, aby nazbyt nie zamęczać zwierzątka. Całość zabawy podzielono na 15 dni. W tym czasie mamy dbać o Peta oraz dobrze się bawić. Zadań jest cała masa, a kolejne odblokowujemy wypełniając określone cele. Mamy tu bieg przez płotki, grę w karty, skakanie przez obręcze, łowienie ryb, czy grę w kręgle. Każde zadanie jest niezmiennie grywalne. W razie trudności z zaliczeniem wyzwania, można zawsze powrócić do listy i wybrać coś innego. W PSStore pojawia się coraz więcej dodatków, więc jestem przekonany, że zadań nie zabraknie i EyePet długo będzie gościło w naszych domach.
Jako, że opieka nie sprowadza się jedynie do rozrywek, to w EyePet napotkacie całą masę czynności higienicznych - naszego pupila trzeba koniecznie kąpać, karmić itd. Generalnie panuje taka zasada, że warto dbać o Peta, gdyż jest on wtedy weselszy i bardziej skory do zabawy. Warto też eksperymentować, gdyż przy okazji można odkryć ciekawe zależności. Nie będę tu podawał szczegółów, ponieważ mają one wpływ na „fabułę”, ale często jest tak, że dla przykładu troska o higienę zwierzątka sprawi, iż można będzie wykonać jeden z elementów zadania.
W trakcie zabawy odkryjecie, że w rzeczywistości, to nie kamera jest centralnym punktem programu. Jest nim raczej karta, którą odnajdziecie w pudełku.
Jest to specjalna karta z narysowanym na niej wzorem, który jest interpretowany przez kamerę. To dzięki niej będziemy wykonywać wiele, jeśli nie większość czynności. Służy ona do opieki, ale również do zabawy. W zależności od potrzeb karta może zmieniać zastosowania - być kubkiem, którym nasypiemy jedzenie, trampoliną, prysznicem, małpką puszczającą bańki, czy też skanerem badającym stan zdrowia Peta. Są to oczywiście tylko z niektórych jej możliwości, ale resztę z pewnością odkryjecie samodzielnie. Jednym z bardziej efektownych elementów zabawy jest według mnie rysowanie rozmaitych przedmiotów.
Przed rozpoczęciem zabawy warto się więc wyposażyć w plik białych kartek oraz czarny pisak. To właśnie dzięki nim możecie sprawić, że elektroniczny zwierzak zacznie naśladować Wasze graficzne poczynania. Warunkiem jest dobre oświetlenie oraz wyraźny rysunek na niepomiętej kartce. Jest też zestaw rysunków, które mogą posłużyć do wykonania trójwymiarowego modelu samochodu, samolotu, czy też rakiety, itp. Tutaj przyda się pad, gdyż takimi wehikułami, można sterować.
Istnieje też możliwość nauki śpiewu :) Nasz milusiński jest w stanie zapamiętać i odśpiewać po swojemu, zanuconą mu wcześniej melodię.
Autorzy programu postarali się, aby frajdy dostarczało samo obserwowanie zwierzątka. Jeśli damy mu troszkę „wolności”, to po chwili zaczyna działać samodzielnie. Zagląda nam do pokoju, albo przyniesionymi kredkami, paćka na podłodze własne rysunki. Moje dzieci uwielbiały się mu przyglądać, gdy pozostawiony na chwilę sam, przejmował inicjatywę w swoje ręce.
Od strony audiowizualnej EyePet ma w zasadzie wszystko, co powinna mieć taka produkcja. Przede wszystkim wywołującą zachwyt u małych i dużych graczy, przygotowaną w przepięknych kolorach grafikę. Trudno oprzeć się urokowi wirtualnego zwierzaczka i jego płynnie animowanemu baraszkowaniu po ekranie telewizora. Wszystko wygląda cukierkowo cudnie, ale bez popadania w przesadę. Dokładnie w punkt, czyli wszystkiego tyle ile być powinno. Jako, że wszystko opiera się tutaj o interakcję z głównym bohaterem, a więc o wykrywanie poczynań grających osobników przez kamerę, to muszę powiedzieć, że EyePet broni się tutaj znakomicie. Trzeba przyznać, że autorom tej gry udało się uzyskać doskonale funkcjonujące rozpoznawanie ruchów i to nawet w gorszych warunkach oświetleniowych.
Na minus z pewnością pracuje warstwa muzyczna tego produktu, gdyż jest zwyczajnie nudna. Na szczęście profesor, będący przewodnikiem w trakcie przygód spisuje się wyśmienicie. Chwała Sony za dobranie aktora obdarowanego przez naturę głosem idealnym do tego zadania.
EyePet to znakomita okazja do zapoznania młodego pokolenia z grami. Zabawa jest bardzo pogodna, całkowicie pozbawiona przemocy, więc nie ma obaw, że nasze pociechy zostaną narażone na jakieś traumatyczne przeżycia. Z drugiej strony produkcja London Studio jak ulał sprawdza się w roli łącznika pokoleń, gdyż doskonale bawią się przy niej ludzie w różnym wieku i to niekoniecznie mający jakieś wcześniejsze doświadczenia z grami wideo. Czas na przemyślenie takiego zakupu jest jak najbardziej odpowiedni - sezon mikołajowo - choinkowy. Może warto też pomyśleć o EyePet w kontekście nabycia kamerki, którą jak wiadomo można spożytkować do wielu innych zadań. Bez wyrzutów sumienia polecam.
+ Plusy
- bardzo ładna grafika i animacja
- sporo zadań
- masa przedmiotów
- intuicyjna obsługa
- spokojna, pozbawiona przemocy rozgrywka
- doskonała zabawa
- dla całej familii
- przyzwoita cena
- rozwojowa - będzie sporo dodatków
- Minusy
- dość długie czasy wczytywania
- nudnawa muzyka