Czy wyobrażaliście sobie, aby kiedykolwiek można było wyprodukować grę na miano słynnej „Kurki Wodnej” w wersji dla nieco starszych graczy? Nie mam tu na myśli, żadnych elementów erotyki i innych. Chodzi mi po prostu o to, żeby zamiast zestrzeliwać bezbronne kurki, robić rzeźnię z Wietnamczyków. Prawdę mówiąc również sobie tego nie wyobrażałem, ale jednak, zdecydowałem się na zrecenzowanie produktu, który został stworzony przez firmę E-Pie Entertainment (wcześniej programiści z tej firmy stworzyli dwa, również niezbyt znane produkty: Shanghai Dragon i Great Qin Warriors). Co skłoniło mnie do podjęcia decyzji o przetestowaniu Vietnam War: Ho Chi Minh Trail? Ano na pewno to, że nie spodziewałem się, że ta gra nie będzie strzelanką, w której podczas całej rozgrywki nie ruszamy się z miejsca, tylko obracamy się wokół własnej osi i niszczymy wszystko co się rusza... Zacznijmy jednak od początku.
Wydawać by się mogło, że w takiej grze jak opisywana fabuła jest nie na miejscu. Jednak mimo to, że cała gra polega na robieniu jak największej rzeźni, autorzy postanowili dodać w miarę porządny scenariusz, lecz gdyby go zabrakło, to i tak zasady gry pozostałyby te same. Przenosimy się ponad trzydzieści lat wstecz, do roku 1970 na tereny Wietnamu. Wypędzone zostały oddziały francuskie, natomiast północno-wietnamska armia, popierana radzieckimi dostawami, stawia opór amerykańskiej armii. Wcielasz się w żołnierza, słynnej 101 dywizji powietrzno – desantowej, który znajdując się na tyłach wroga wykonując tajną misję zostaje w pewnym momencie odcięty od reszty członków oddziału i jego głównym celem jest: przeżyć!
Jak widać, dość banalna fabuła została dopasowana do banalnej rozgrywki. Tak, jak wspomniałem już na wstępie cała gra polega na staniu w miejscu i obracaniu się wokół siebie. Na początku wydaję się to niezbyt ciekawe, bo co może być pasjonującego w obracaniu się i robieniu rzeźni na ekranie. Jednak potem, po przejściu kilku misji, gra przekonuje nas do siebie. Pierwsza misja wydaje się kompletnie pozbawiona grywalności, z drugą i trzecią jest podobnie – dopiero potem chęć gry rośnie, przez co fani typowych gier zręcznościowych (w tym ja) dostają to, co lubią. Zabijając kolejne hordy Wietnamczyków trzeba się wykazać nie lada sprawnością w posługiwaniu się bronią.
Kończąc poprzedni akapit wspomniałem o broni, więc wypadałoby nieco więcej napisać o uzbrojeniu naszego bezimiennego żołnierza – bohatera. Arsenał broni, którymi przyjdzie nam zabijać wrogów, nie należy do najuboższych, jednak najbardziej pokaźny to też on nie jest. Krótko mówiąc uzbrojenia jest w sam raz. Narzędzia zbrodni są znanymi już z innych shooterów. Nie zabrakło słynnego Colta M1911 oraz M16. Pojawiło się również sześciolufowe 20mm działko Vulcan. Oprócz tego bohater ma wsparcie w postaci sił lotniczych i artyleryjskich. Tak, tym atakujemy my, ale co kryje się w arsenale przeciwników? Wystrzeliwują oni rakiety z samolotów MIG-21s, atakują nas również czołgi pływające PT-76 oraz milicja wyposażona w AK-47, czyli Kałasznikowy.
Tak mało skomplikowana gra, została jednak urozmaicona w kilku stopniach. To, że nie mamy możliwości poruszania się do przodu i do tyłu, nie przeszkadza temu, abyśmy mieli dostęp do dużej liczby broni oraz przyzwoicie skonstruowanej fabuły. Do kolejnego zróżnicowania Vietnam War: Ho Chi Minh Trail (w lokalizacji: Szlak Bohaterów) należą zmienne warunki atmosferyczne. Walczymy w potężnej ulewie, słońcu. Przenosimy się do zamglonych terenów a także toczymy bój w charakterystycznej, wietnamskiej dżungli. Poza tym nie obyło się bez nocnej rozgrywki. Elementy różnych rodzajów pogody, ciekawie wpływają na klimat gry, przez co chętniej się do niej wraca przed przejściem całości (gra składa się z ponad 60 misji), ponieważ nigdy nie wiadomo, gdzie przyjdzie nam zabijać wrogów.
Oprawa audio-video wykonana jest na przyzwoitym poziomie. Dźwięki są właściwie odgłosami wydawanymi przez umierających Wietnamczyków. Poza tym słychać między innymi wybuchy działka Vulcan oraz warkot czołgów. Wszystko wykonane jest na w miarę poprawnym poziomie. Natomiast grafika, nie zachwyca, ale też nie jest na tyle zła, aby raziła w oczy. Jednak tutaj nie chodzi o te elementy, lecz o to, aby jak najszybciej zabijać Wietnamczyków. Gdy już wczujemy się w rolę to nie w głowie nam wpatrywanie się w takie szczegóły.
Grając w Vietnam War, miałem mieszane uczucia. Z jednej strony jest to gra dość nietypowa, żeby nie powiedzieć oryginalna; z drugiej nieco ograniczona. Myślałem, że będę miał do czynienia z kolejnym „chodzonym” fps, jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Gra nie jest przeznaczona dla fanów wojny w Wietnamie – jakby się mogło z poru wydawać. Vietnam War: Ho Chi Minh Trail polecam głównie fanom zręcznościówek oraz tym, którzy uwielbiają robić jak największą rzeźnię na ekranie. Produkt został wydany w Polsce przez firmę Techland i można go nabyć w atrakcyjnej cenie 30 zł.
+ Plusy
- grywalność
- liczba broni
- warunki atmosferyczne
- Minusy
- ograniczone poruszanie się
- bezimienny bohater
- fabuła nie była konieczna