Dawno dawno temu, gdzieś w portowej mieścinie żył sobie młody zuch, który nie uwalniał dziewic, nie zabijał smoków, ani też nie dokonywał czynów niezwykłych. Jeśli było w nim cokolwiek niesamowitego to tylko to, iż wychowywał go stary elf. Wszystko zmieniło się pewnej nocy, gdy na wioskę napadły dziwne stworzenia, które najwyraźniej czegoś szukały. Gdy atak został odparty okazało się, iż chodzi o tajemniczy srebrny okruch, a dziwnym trafem to właśnie on musi odkryć jego tajemnicę. I tak zaczęła się przygoda owego chwata. Wyruszył w świat w poszukiwaniu odpowiedzi i przygód.
Zapewne wielu z Was zastanawia się właśnie czy kliknęło na odpowiedni link. Miała być pod nim recenzja epickiego erpega, a jest wstęp z jakąś tanią historyjką, która bardziej pasuje do filmu klasy C, czy innego Eragona. Jeśli dręczy Was takie pytanie to niestety muszę Was zasmucić. Dobrze klikneliście. To początek recenzji Neverwinter Nights 2, a wstęp to nic innego jak punkt zaczepienia dla wątku fabularnego gry.
Przygoda z Neverem zaczyna się dokładnie tak jak opisałem to we wstępie. Jakoś już tak jest, że jako kinoman potrafię ocenić poziom filmu już po 10-15 pierwszych minutach. Zdarzają się co prawda obrazy, które mają słabe początki, ale sporo lepsze rozwinięcia. Jest to jednak margines. Mówię o tym nieprzypadkowo, ponieważ podobnie jest i z grami. Wprawne oko gracza dostrzeże w grze praktycznie wszystko, co może ona zaoferować już po pierwszych 20-30 minutach gry. Czymże jest to „wszystko” w przypadku Nevera? Dosyć banalnym wątkiem fabularnym i przede wszystkim bardzo leniwą akcją.
Ową leniwość można poczuć już od pierwszych chwil rozgrywki. Powoduje ją dosyć ograniczony model gry. Opiera się on niestety na tak zwanym „siepaniu”. Ot jest jakiś wątek fabularny lub questowy. Może być nawet ciekawy i rozbudowany, ale jego wykonanie tak czy siak uzależnione jest od zabicia iluś tam kreatur. Początkowo jest to do zaakceptowania, ale z czasem robi się najzwyczajniej w świecie nużące. Szczególnie, gdy przyjdzie nam zabić 80-120 orków tylko po to, by dojść do ich lidera, wymienić z nim dwa dialogi i też go zabić bez większego celu.
Tempo nie jest nadzwyczajne nie tylko przez walki ze zbyt licznymi przeciwnikami, ale i przez przyciężkawy system awansów. W wersji 1.2 którą miałem okazję testować drużyna awansuje w 9/10 przypadków w tym samym tempie. Poszczególni przedstawiciele ras i profesji mają też te same limity doświadczenia. W praktyce wygląda to tak, że jeśli lider jest na 6 poziomie to i reszta drużyny jest na 6 poziomie. Jako, że za zabite kreatury dostaje się stosunkowo mało punktów doświadczenia awanse są żmudne i z czasem nużące. Dopiero w dalszej części rozgrywki pojawia się zróżnicowanie względem otrzymywanego doświadczenia. Brak jednak dokładnej informacji, który członek drużyny otrzymał ile punktów doświadczenia i dlaczego.
Co ciekawe, mimo powolnego tempa gra wciąga i to bardzo. Wciąga nawet mimo tego, iż jest okrutnie zabugowana. Błędy widać na każdym kroku. Przenikające się obiekty to pestka, gdy brak poprawnego wskazania liczby obiektów znajdujących się na pasku szybkiego użycia lub niemożność nabycia określonej liczby towarów za jednym zamachem (aby kupić np. 50 fiolek trzeba kliknąć około 150 razy). Uważać też należy na sejwy, szczególnie na początku gry. Dlaczego? Bo gra potrafi je skasować lub odmówić zapisu! Wbrew temu co twierdzi CDP nie jest to mit i mogę o tym błędzie zaświadczyć na własnej skórze.
Irytuje też ogromna predefinicja występująca w tej grze. Grając w Nevera trudno o chociażby złudzenie, że na coś mamy wpływ. Owszem możemy przyjąć jakiegoś tam questa pobocznego lub nie. Możemy go wykonać lub też zignorować. Absolutnie zrobić musimy jednak to, czego oczekują od nas twórcy gry i to w takiej kolejności w jakiej sobie to wymyślą. Nowe lokacje odblokowywane są najczęściej w toku rozwoju wątku fabularnego. Samych bohaterów niezależnych jest niewielu, a i nagrody w doświadczeniu za wykonanie niezbyt licznych questów nie porażają. W efekcie szybko zostajemy z „gołym” wątkiem głównym, który chcemy czy nie i tak musimy popchnąć do przodu.
Błędy, leniwa fabuła, liniowość...zastanawiacie się zapewne, co może w takiej grze wciągać? Śpieszę z odpowiedzią. Oldskulowe elementy! Przede wszystkim grę oparto na systemie D&D. Dzięki temu wszelkiego rodzaju statystyki i skutki podjętych działań kalkulowane są w oparciu o jasne i zawsze takie same zasady. Dzięki systemowi rpg gracz może też stworzyć naprawdę unikatową postać. Nie tylko poprzez wybór z bardzo wielu ras i profesji, ale też poprzez ogromną liczbę atutów, biegłości i umiejętności. Są to elementy, które z Nevera nie zniknęły i które przykują do monitora każdego fana rasowych gier fabularnych.
Pewnym smaczkiem są również relacje z członkami drużyny i ich charaktery. Kształtują się one w oparciu o szereg działań nie tylko bezpośrednich, ale i pośrednich. Niestety i tutaj wystąpiło małe zaniedbanie. Otóż brak jasnych wskaźników, które sygnalizowałyby jak kształtuje się relacja z daną postacią. Jedyne co otrzymujemy to informacje, iż o np. +3 punkty zbliżyliśmy się do danego charakteru lub wzmocniliśmy relację z danym członkiem drużyny. Niestety ile punktów nam brakuje do danego typu charakteru lub do silnego wpływu na danego członka drużyny już się nie dowiemy.
Przyzwoity poziom trzyma też oprawa, choć są i zgrzyty. Gra działa w pełnym 3D, wykorzystuje najnowsze nowinki w dziedzinie grafiki komputerowej i jest naprawdę bardzo ładna. Szczególnie efektowne jest to, iż można gołym okiem zauważyć czego używają i co na sobie noszą poszczególne postacie. I tu właśnie pojawia się mały zgrzyt. Są bowiem elementy sojuszniczych postaci, które nie mogą być zmienione. Należy do nich np. głowa. O ile u lidera będzie widać np. diadem, o tyle u koleżanki lub kolegi z drużyny już nie. Niby drobiazg, a jednak kole w oczy. Gra nie tylko ciekawie wygląda, ale i przyzwoicie brzmi. Sfera audio nie przygniata może ogromem, ale jest co najmniej solidna zarówno w warstwie sfx, jak i warstwie muzycznej.
Nie gorzej jest i z lokalizacją, która budzi w sieci duże kontrowersje. Osobiście trudno mi je zrozumieć, bowiem jest więcej niż solidna. Owszem można napotkać na kilka nie przetłumaczonych fragmentów. Z pewnością gdzieś tam zdarzy się jakiś mały zgrzyt, ale ogólnie teksty brzmią naprawdę więcej niż dobrze, podobnie jak nagrania. Te to już prawdziwy majstersztyk. Dialogi mówione zostały nie tylko interesująco przetłumaczone, ale przede wszystkim rewelacyjnie nagrane. Rzadko zdarza się gra, w której lektorzy brzmią zgodnie z wyobrażeniem o danej postaci. W tym przypadku tak jest. Pewnym minusem są kłopoty z synchronizacją kwestii względem obrazu, zanikanie pewnych kwestii mówionych i brak lokalizacji względem toolkitu. W mojej opinii ustępują one jednak całokształtowi, który zrobił na mnie jak najbardziej pozytywne wrażenie.
Kupić, czy nie kupić? Jeśli macie ochotę pograć w eprega podobnego do Baldurs Gate lub Icewind Dale to raczej tak. Nie nastrajajcie się na wielką epopeję, bo tej grze po prostu brakuje fabularnej głębi. Jest za to system, wiele przedmiotów i rodzajów akcji, aktywna pauza, mnóstwo opcji dialogowych i już samo to wystarcza na długie godziny zabawy. Jeżeli natomiast oczekujecie gry w stylu Gothica, Fable, czy Obliviona to poczytajcie najpierw o systemie Dungeons & Dragons i sprawdźcie demo. Może się bowiem okazać, iż gra będzie dla Was i zbyt rozbudowana i zbyt nudna.
+ Plusy
- Wykorzystuje system D&D
- Wciąga
- Zapewnia wiele godzin rozrywki
- Ma posmak rasowego erpega
- Oferuje wiele profesji, przedmiotów itp.
- Doskonała oprawa graficzna
- Świetna audiopolonizacja i całkiem przyjemne dialogi pisane
- Minusy
- Bugi, bugi i jeszcze raz bugi
- Duże wymagania
- Mimo, że wykorzystuje system to i tak jest spłycona na modłę zręcznościówek
- Płytki i mało epicki wątek fabularny
- Liniowość
- Zbyt „siepane” walki
- Opieszałość przy wydawaniu polskich łatek
- Tylko 4 osoby w drużynie