Domorośli stratedzy lubiący spędzać czas przy ekranie monitora nie mają prawa narzekać. Co jakiś czas na rynku pojawia się nowy tytuł, który jest godny uwagi. Swoją cegiełkę co jakiś czas dorzucają także ludzie z Creative Assembly, twórcy serii Total War. Po wojnach w starożytnym Rzymie, Japonii epoki Shogunów i średniowiecznej Europie, tym razem przyszedł czas na XVIII - wieczną epokę oświecenia. Krótko mówiąc: Empire Total War.
Nie muszę chyba tłumaczyć, jak ciekawy i obfitujący w niezwykle ważne wydarzenia był to okres. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę to, co działo się wtedy w Ameryce i w Europie środkowej, a w szczególności na terytorium Polski i jej sąsiadów. Wiele krajów miało w tamtych czasach zamorskie kolonie, które stopniowo budziły się i zaczynały dążyć do niepodległości. Zmienił się też sposób prowadzenia wojen, a wszystko za sprawą używania na masową skalę broni palnej. Wynalezienie maszyny parowej zapoczątkowało zmianę podejścia do pracy. Sami więc widzicie, że będzie co robić.
Do wyboru z poziomu menu głównego, oprócz pojedynczych potyczek, jest także standardowa kampania (długa i krótka - odpowiednio 100 i 200 tur), a także nowość w serii - kampania fabularyzowana. Droga do niepodległości, bo o niej tu mowa, oferuje możliwość poprowadzenia trzynastu kolonii w Ameryce Północnej do boju o niepodległość. Przyjdzie nam stoczyć walki z Indianami oraz z przedstawicielami europejskich imperiów. Wszystko to obserwujemy oczami pewnego generała, który w międzyczasie przygotowuje się do ostatecznego starcia z Anglikami.
Drogę do niepodległości warto rozegrać jednak nie ze względu na fabułę, bo ta nie jest specjalnie porywająca, ale ze względu na to, że na dobrą sprawę może ona pełnić rolę samouczka. Praktycznie przez cały czas prowadzeni jesteśmy tam za rękę, nieprzerwanie można korzystać z podpowiedzi i różnych udogodnień. O ile dla początkujących graczy jest to rozwiązanie niezwykle kuszące, to dla starych wyjadaczy ten tryb może okazać się zwyczajnie nudny. No bo powiedzmy sobie szczerze, doświadczonego stratega Droga do niepodległości po prostu ogranicza.
Dlatego też, uważając się za stratega co najmniej średnio doświadczonego, od razu rzuciłem się na głęboką wodę, wybierając długą kampanię. Oczywiście, kierując się patriotycznym obowiązkiem, postanowiłem zagrać Polską i doprowadzić ją do chwały i bogactwa. I muszę przyznać, ze początkowo wydawało mi się, że będzie to zadanie dość trudne. Nasz kraj był w tamtych czasach w naprawdę bardzo nieciekawej sytuacji, czego przypieczętowaniem były trzy rozbiory pod koniec wieku. A tymczasem wypadałoby nie tylko nie dopuścić do upadku państwa, ale jeszcze uczynić z niego mocarstwo.
Z racji tego, że gdzieś w głowie kołatało mi się, że podstawa szybkiego rozwoju i ogólnego dobrobytu to infrastruktura, od razu postanowiłem w nią zainwestować. Rozwój dróg i unowocześnianie miast to rzeczywiście rzecz pierwszej wagi. Szybko się okazuje, że te inwestycje zaczynają się zwracać, bo ludność jest coraz bardziej zadowolona, a to pozwala z kolei na podniesienie podatków bez narażania się na bunt mieszkańców. Dzięki temu ruchowi mamy środki na zwerbowanie i utrzymanie armii. Niezwykle ważną rolę pełnią też technologie, uzyskiwane w ośrodkach akademickich. To nowość w serii Total War, która sprawia, że otwiera się przed nami mnóstwo nowych możliwości. Początkowo, gdy liczba miast, w których znajdują się uczelnie, jest mała, niezwykle ważne jest, by wybierać rozwój tych technologii, które są naprawdę niezbędne. Warto o tym pamiętać, bo nowe technologie dają dostęp do bardziej zaawansowanych budynków, czy nowych rodzajów jednostek w armii. Technologiami można też handlować z innymi państwami, uzyskując w zamian inne rozwiązania, lub po prostu pieniądze, czy też inne korzyści, jak np. prawo do przemarszu wojsk przez jakieś tereny.
Miasta na terenie każdego kraju mają zróżnicowane profile. W jednym dominuje przemysł włókienniczy, w innym hutniczy itd. W Polsce Kraków na przykład od początku jest miastem akademickim. Z postępującym rozwojem danego regionu i zwiększającą się liczbą mieszkańców związane jest powstawanie nowych ośrodków miejskich. Można wówczas samemu zadecydować, w którym kierunku powinien podążyć jego rozwój. Należy przy tym pamiętać, aby w miarę równomiernie rozkładać różnego rodzaju osady, by w żadnym z województw nie zabrakło np. miejsc związanych z kulturą, ale także z przemysłem. Pozwoli to podnieść zadowolenie społeczne, co może mieć potem kluczowe znaczenie dla rozgrywki.
Warto też pamiętać, że w miastach mamy możliwość werbowania nie tylko armii, ale także Dżentelmenów i Hulaków. Ci pierwsi, osadzeni przy uczelniach, przyspieszają opracowywanie nowych technologii, a wysłani do obcego kraju, mogą być niezwykle przydatnym źródłem informacji o poczynaniach wrogich armii. Hulacy z kolei mogą służyć do dezinformacji i wywoływania zamieszek w innych państwach.
Wraz z rozwojem kraju, nieuchronna staje się ekspansja na ziemie sąsiadów. I dochodzimy w tym momencie do jednego z ważniejszych aspektów serii Total War, czyli bitew. Jak już wspomniałem na wstępie, najważniejszą rolę przy rozstrzyganiu starć odgrywa broń palna. I choć to ona będzie podstawowym narzędziem, to oczywiście ktoś musi ją dzierżyć, a więc po raz kolejny okazuje się, że piechota rządzi. Nie można jednak zapominać o innych oddziałach, takich jak kawaleria, która także w niektórych momentach jest po prostu bezcenna.
Cennym udogodnieniem w tej kwestii jest opcja automatycznego werbowania jednostek do danej armii, które po utworzeniu zostają od razu przydzielone pod odpowiedniego dowódcę. Pozwala to na bieżąco uzupełniać niedobory, a nawet wzmacniać „skład”. Osobiście polecam także technikę „pójścia za ciosem”. Gdy jakaś armia ma dobrą passę i wygrywa bitwę za bitwą, to w krótkim czasie bardzo wzrasta w niej morale żołnierzy. Wtedy nawet nie mając przewagi liczebnej nad przeciwnikiem, często udaje się bitwy wygrywać.
Jeśli atakujesz jakieś miasto, to walka trwa aż do zajęcia kluczowego miejsca danej twierdzy, co w praktyce oznacza najczęściej wyrżnięcie wszystkich przeciwników, którym nie udało się uciec. Podobnie sytuacja wygląda podczas walki w szczerym polu. Bitwa toczy się do momentu, w którym albo nie mamy już z kim walczyć, albo nasza przewaga jest na tyle duża, że przeciwnik nie ma już szans na korzystne rozstrzygnięcie danego starcia. Oczywiście, rozegranie każdej z bitew możemy pozostawić komputerowi, ale zabiera to dużą cześć zabawy, więc sądzę, że nie warto. Pojawiła się także opcja, pozwalająca zmusić przeciwnika do kapitulacji, ale w praktyce nigdy nie udało mi się z niej skorzystać. Nie wyobrażam sobie, ilu krotną przewagę liczebną musiało by mieć moje wojsko, by taka akcja mogła przynieść powodzenie. Czasami uderzałem naprawdę silną armią na słabo strzeżone miasteczko, a dzielni wojacy strony przeciwnej i tak nie chcieli kapitulować.
Jednak to jeszcze nie wszystko. Bo trzeba w tym momencie wspomnieć o największej nowości, jaką do serii wprowadza Empire: Total War, czyli o bitwach morskich. Do tej pory były one automatycznie rozstrzygane przez komputer. Dopiero teraz otrzymaliśmy możliwość samodzielnego pokierowania flotą w akcji. I muszę przyznać, że bitwy morskie robią nieliche wrażenie, bo aby odnieść w nich sukces, naprawdę trzeba wykazać się pomyślunkiem. Konieczne staje się umiejętne wykorzystywanie warunków pogodowych i dostrzeganie słabych punktów we flocie nieprzyjaciela.
Empire: Total War, podobnie jak wszystkie poprzednie części serii, zostało wydane w Polsce przez CD-Projekt, od razu z wersji w pełni zlokalizowanej. Oznacza to, że polonizacji uległy nie tylko napisy ukazujące się na ekranie, ale także wszystkie głosy mówione. Miłym akcentem polskiego wydania jest umieszczenie na pudełku sztandaru, na który widnieje orzeł w koronie. Aż serce rośnie, jak się na to patrzy :).
Dlatego i nie tylko dlatego z całego serca polecam Empire: Total War wszystkim miłośnikom komputerowych strategii, którzy nie wiedzą, w co warto aktualnie zainwestować pieniądze. Ta gra naprawdę jest warta grzechu i jeśli tylko macie w najbliższym czasie kilka wolnych nocy do zarwania, to możecie śmiało pędzić do sklepów. W innym przypadku radzę wstrzymać się na jakiś czas, bo gierka wciąga jak mało która i potrafi skutecznie zdezorganizować nawet najbardziej poukładane życie, najbardziej zorganizowanego człowieka, o czym autor recenzji dość boleśnie się przekonał na własnej skórze. Syndrom „jeszcze jednej tury” nadal aktualny ;).
+ Plusy
- wymarzona epoka dla takiej gry
- świetnie zrealizowane bitwy morskie
- wciiiiąąąąggga!!!
- sporo nowych rozwiązań
- Minusy
- wciąga aż za bardzo
- niekiedy SI komputera nieco się sypie
- nudna „Droga do niepodległości”