Zazwyczaj, kiedy zamierzam napisać recenzję, jej treść powstaje w mojej głowie w czasie grania. Nie tym razem. W przypadku podróży w czasie, kompletnie nic nie przychodzi mi do głowy, bo po prostu już wszystko o nich napisano. W branży filmowej to już temat tak oklepany, że od czasów „Powrotu do Przyszłości” nie powstało nic równie doskonałego. A to wystarczyło, aby twórcy gier niemal w ogóle nie ruszali tego tematu. Jedną z niewielu produkcji tego segmentu - o podróżach w czasie, stworzyło nowopowstałe studio 8Monkey Labs.
W Darkest of Days wcielamy się w postać Alexandra Morrisa - żołnierza, uczestnika wojny secesyjnej. Z oblicza śmierci ratuje go tajemniczy żołnierz wychodzący z portalu i ubranego w dziwny kombinezon - to agent KronoteKu, przyszłościowej organizacji działającej w służbie historii. A właściwie dbającej o to, aby historia zachowała się w takim zarysie, jaki znamy z podręczników. Do tego zdania werbowani są ludzie z przeszłości, którzy powinni zginąć i jako umarli figurują w historii. Dla przykładu, przez całą grę kieruje nas niejaki Dexter, który sam opowiada jak KronoteK uratował go z walących się nowojorskich wież World Trade Center. Nie mówi tego wprost, ale łatwo domyślić się o jakie wydarzenie chodzi. Często stosowane w recenzjach zdanie „gra przenosi nas do czasów…” tutaj nie ma żadnego zastosowania, bo po prostu będziemy wszędzie i o każdej porze. Cała akcja rozpoczyna się pod Little Bighorn 25 czerwca 1876 roku, gdzie wojska Stanów Zjednoczonych starły się z Indianami północnoamerykańskimi i… przegrali. Amerykanie ponieśli klęskę i to sromotną, mimo że byli znacznie lepiej wyposażeni aniżeli Indianie. Wiedzieliście o tym? Ja nie i właśnie to jest najlepsze w tej grze. Porusza ważne dla ludzkości wydarzenia historyczne z których wiele można się nauczyć.
Pod koniec gry trafiamy nawet do Pompejów, i to tuż przed erupcją Wezuwiusza, który unicestwił całe miasto. Oczywiście o tym wszyscy wiedzą i trudno dowiedzieć się z tego czegoś nowego, a jednak. Dwuzdaniowe informacje wyświetlane w czasie wczytywania uświadomiły mnie, że lokalizacja miasta była nieznana przez prawie 1700 lat i odkryto je pod grubą warstwą popiołu dopiero w XVIII wieku. Tym bardziej cieszy mnie fakt, że zagraniczni gracze będą mieli okazję poznać kawałek historii naszego kraju. Podczas jednej z misji nasz bohater trafia do obozu koncentracyjnego Stalag Luft III w okolicach Żagania na terenie okupowanej Polski. Twórcy starali się zachować zgodność z realiami historycznymi i to im się udało. Oczywiście, do czasu aż nasze plany pokrzyżuje tak zwany „Drugi Front”. Dla przykładu, po zakończeniu jednej z misji dowiadujemy się, że bitwę w której braliśmy udział wygrali Rosjanie, choć powinni Niemcy. I mimo, że niemal całą grę pomagamy tym pierwszym, wracamy w to samo miejsce o tym samym czasie i robimy wszystko, aby to faszystowska armia ją wygrała - a wszystko w obronie historii.
I w zasadzie byłaby to idealna pozycja dla tych, którym przyda się lekcja historii, gdyby nie fakt, że sama gra jest bezmyślna. Produkt opakowano w ciekawe wydarzenia, które uczą lecz twórcy zbyt wiele czasu poświęcili temu aspektowi gry. Nie ma w niej za grosz taktyki, nie licząc oczywistego, tj. schowaj się, gdy nie dajesz rady. Jedyną trudnością w pokonaniu przeciwnika jest jego liczebność, która za każdym razem znacznie przekracza nasz oddział. A ten i tak nie ma zbyt wielkiego znaczenia, bo nasi kompani trafiają wyłącznie w pobliskie cele.
Czytając opinie w Internecie natknąłem się na wiele nieprzemyślanych komentarzy, więc wyjaśnię jedną rzecz: w czasie wojny secesyjnej starcia prowadzono ustawiając wrogie oddziały naprzeciwko siebie i wierzcie mi - to naprawdę nie jest wynik słabej inteligencji przeciwników. Choć ta i tak nie należy do zbyt wysokich. Oponenci są łatwi do pokonania, a dziecinnie prości, kiedy w przeszłości dysponujemy bronią z przyszłości.
Twórcy sporo uwagi poświęcili uzbrojeniu. Mamy przede wszystkim broń historyczną, jak sztucery ładowane od przodu lufy. Taka broń nie ma magazynka, więc po każdym wystrzale musimy ponownie załadować nabój, co zabiera cenny czas. Jednak my rzadko będziemy zmuszeni do korzystania z tej broni, podczas gdy przeciwnicy niemal cały czas. Po każdej bitwie na ziemi leży mnóstwo modeli ale podnieść możemy tylko niektóre, co jest dla mnie niezrozumiałe i denerwujące, kiedy nie mamy już amunicji, musimy zmienić broń, a wokół pełno sztuk, których ruszyć się nie da. A to i tak pryszcz w porównaniu do czegoś, co potrafi doprowadzić człowieka do załamania. Jest tym stabilność gry, której właściwie nie ma w przypadku Darkest of Days. Nie wiem czy ta produkcja tak gryzie się z moim komputerem czy po prostu mam pecha, ale jedynym nie jestem który narzeka na jej stabilność, więc mniemam, że wina leży po stronie programistów z 8Monkey Labs. Nie rozumiem jak można wypuścić na rynek produkcję, która wiesza się praktycznie co misję. I to zawsze w ten sam sposób, dość śmieszny zresztą, bo wiesza się zawsze po części gadanej w siedzibie KronoteKu.
Od strony wizualnej prezentuje się średnio. Zaadaptowano kilka całkiem fajnych efektów jak dymek wydobywający się z lufy broni czy jej rozmazanie w trakcie szybkich ruchów. Szczególne wrażenie robi moment, gdy pojawiają się portale Drugiego Frontu, wówczas czas zatrzymuje się. Nawet jeśli w swoją stronę pędziły dwa wrogie oddziały, w ciągu chwili wszyscy zamierają w bezruchu… poza nami i agentami wychodzącym z wyżej wspomnianych portali. Za to od strony audio jest słabiutko, muzyka przygrywająca w tle jest żałośnie słaba, choć (na całe szczęście) nie wpada w ucho, więc szybko o niej zapominamy. Dźwięki tła co najwyżej średnie, a agenci KronoteKu mają głos jakby podkładali go aktorzy przed mutacją.
Moim skromnym zdaniem realia historyczne przeważają nad drobnymi niedociągnięciami, które wymieniłem. Tymi, które naprawdę mają znaczenie jest bezmyślność w prowadzeniu walk oraz słaba stabilność gry, co może zniechęcić mniej cierpliwych. W Polsce Darkest of Days zostało wydane przez firmę City Interactive, która zażyczyła sobie za egzemplarz zachęcające 19,99zł. To żaden pieniądz, szczególnie w dobie kryzysu, gdy wszyscy wydawcy podnoszą ceny. Czy warto kupić? Moim zdaniem tak. Chciałem jeszcze napisać o zakończeniu gry ale nie zrobię wam tego, więc może na koniec wspomnę tylko, że w planach jest film na podstawie Darkest of Days…
+ Plusy
- Realia historyczne, potrafi sporo nauczyć
- Dopracowane modele broni oraz ich działania
- Cena, zaledwie 19,99zł za polskie wydanie
- Minusy
- Wiesza się praktycznie co misję
- Bezmyślne prowadzenie walk
- Muzyka, dźwięki tła oraz aktorzy podkładający głos
- Liniowa do bólu