Mając w pamięci moje doświadczenia sprzed kilku lat, gdy Far Cry nie chciał się uruchomić na nieupgrade'owanym kompie, pełen najgorszych przeczuć podchodziłem do Crysisa. Wszak sytuacja wyglądała bardzo podobnie - ostatni upgrade robiłem już jakiś czas temu, a mój procesor do demonów szybkości już nie należy. Jednak redakcyjny obowiązek należało wypełnić, więc nie marudząc już dłużej rozpocząłem instalację. I o dziwo - gra zadziałała! Zapraszam więc do recenzji.
Crysis przenosi nas w przyszłość, do 2019 roku, gdy to na Morzu Południowochińskim pojawiła się całkowicie nowa wyspa. USA nie byłyby sobą, gdyby zaraz nie wysłały tam całej watahy naukowców mających zbadać teren. Problem pojawił się, gdy o akcji dowiedział się rząd Korei Północnej. Żółtki od razu przejęły teren, wraz z przebywającymi tam Amerykanami. Na taką zniewagę prezydent (piszę bezosobowo, bo nie wiem, kto w 2019 będzie rządził Stanami, a w grze tego nie podają :)) nie może już sobie pozwolić. Z odsieczą wyrusza, więc doborowy oddział żołnierzy Delta Force. Gracz jest jednym z jego członków.
Już sam początek może wskazywać, że coś jest nie tak. W wyniku bliżej niezidentyfikowanego wydarzenia naszym dzielnym wojakom nie udaje się desant - każdy z nich spada w jakiejś odległości od wyznaczonego miejsca lądowania. Wkrótce także okazuje się, że Koreańczycy to tak naprawdę mały pikuś. Prawdziwym przeciwnikiem okazują się dopiero... obcy! Tak, te zimnolubne istoty znowu chcą dokonać inwazji na naszej ukochanej planecie i do gracza należy zadanie ich powstrzymania. I to by było na tyle w kwestii fabuły, bo nie jest ona zbyt rozbudowana i nie chcę zdradzić zbyt wiele wątków. Uważam jednak, że jest na tyle ciekawa, że warto było poświęcić jej te dwa akapity.
W tym momencie postanowiłem złamać trochę schemat opisywania FPS-ów i zamiast rozwodzić się nad wrogami, pukawkami, pojazdami itd., skupię się na grafice. To przecież o niej było ostatnio najgłośniej przy okazji premiery Crysisa. I rzeczywiście, nie działo się tak bez powodu. Oprawa napędzana silniczkiem Cry ENGINE 2 jest naprawdę wspaniała! Moje słowa możecie potraktować tym dosłowniej, że na swoim komputerze grałem na dość niskim poziomie detali, a gra i tak mnie zauroczyła swoją urodą. Prawdziwe cuda działy się jednak dopiero, gdy płytkę zabrałem do pewnego kolegi z wypasionym sprzętem. Powiem krótko - czegoś takiego jeszcze nie widzieliście. Podczas etapów "zimowych" twórcy zadbali nawet o takie szczególiki, jak oszronienie broni i kombinezonu! Doprawdy, takiego poziomu szczegółowości trudno doszukiwać się w innych produkcjach i podejrzewam, że będzie tak jeszcze, co najmniej przez rok. Absolutne mistrzostwo świata. Dodam jeszcze, że na kompie spełniającym wymagania minimalne naprawdę da się grać i to z niemałą przyjemnością, bez jakichkolwiek zaciachów.
Wróćmy jednak do samej rozgrywki. Na szczególną uwagę zasługuje nasz bohater i jego koledzy z oddziału. Zostali oni wyposażeni w odlotowe kombinezony. Może ja jestem już trochę przewrażliwiony, ale jak dla mnie są one zbyt futurystyczne. Chyba, że ludzie z Cryteka mają wtyki w armii USA i wiedzą, co będzie trendy za 11 lat. Pożyjemy, zobaczymy. A jest, na co czekać, gdyż wdzianka oferowane żołnierzom to wręcz odzieżowe komputery, zawierające mnóstwo przydatnych funkcji.
Pierwszą z nich jest funkcja obronna. Jej aktywacja powoduje, że przy ostrzale wrogów najpierw punkty energii traci kombinezon, a dopiero potem uszczupla się pasek życia. Jest to dość często wykorzystywany gadżet, jednak nie ma, co liczyć, że uratuje (_!_), gdy bezmyślnie wpakujemy się pod ogień całego oddziału. Kolejna, to Maximum speed. Powoduje ona nagłe przyspieszenie - po wciśnięciu klawisza sprintu. Jest użyteczna, gdy trzeba się skądś błyskawicznie ewakuować, ale jej minusem jest to, że momentalnie wyczerpuje energię skafandra. Podobnie "energożerny" jest tryb kamuflażu pozwalający na przemknięcie się gdzieś niezauważalnie. Trzeba z nim jednak bardzo uważać, bo kilkanaście sekund, na jakie starcza bateria, często okazuje się czasem niewystarczającym. Ostatnią i według mnie najsympatyczniejszą funkcją jest maksymalna siła. Gdy zabraknie amunicji, albo trzeba szybko zlikwidować pojedynczego przeciwnika można być pewnym, że jest to właściwy wybór. Niestety, jest on trochę niedoceniony, bo w praktyce używa się go najczęściej do wskakiwania na wyższe półki skalne...
Trzeba uczciwie przyznać, że Crysis to nie jest pozycja godna polecenia żółtodziobom. Mimo istnienia kilku dość dobrze zbalansowanych poziomów trudności, jest to gra trudna. Doświadczony gracz może mieć problemy w niektórych momentach nawet na średnim levelu. Z ciekawości przeszedłem kilka poziomów na easy i muszę stwierdzić, że też nie jest łatwo. Wszystko przez wyjątkowo udane SI przeciwników. Potrafią się umiejętnie asekurować, gdy nie czują się byt pewnie chowają się za różne osłony i prowadzą przerywany ogień. Doskonale operują także granatami. Rzucają je w stronę gracza w najbardziej odpowiednim do tego momencie, a rzucony w ich stronę równie skutecznie odrzucają lub kopią gdzieś dalej.
Zestaw pukawek dostępnych w Crysisie jest dość standardowy. Mamy kilka karabinów, colta, strzelbę, wyrzutnię rakiet itd. Oczywiście wszystko przyprawione odpowiednią dawką nowoczesności, podobnie jak skafander. Dla urozmaicenia rozgrywki dorzucono parę modyfikacji, których możemy dokonywać na broni w trakcie zabawy. W razie potrzeby nie ma problemu z dołączeniem tłumika, czy zamontowaniem latarki. Cennym gadżetem jest luneta snajperska, którą można instalować do każdego rodzaju karabinu.
Ważnym elementem zabawy są pojazdy. Cieszy mnie to o tyle, że niejednokrotnie przyjdzie nam pokonywać dość duże odległości i robienie tego na piechotę mogłoby być nieco uciążliwe. A jest ich (znaczy się pojazdów) całkiem przyzwoita ilość. Najlepszym rozwiązaniem są uzbrojone jeepy, ale gdy ich brakuje, można też wykorzystać cywilne samochody. Z tym, że przemieszczając się w ten sposób łatwo można zaliczyć Game Over. Wystarczy, że jeden dobrze wycelowany pocisk dotrze do celu... Oprócz tego przyjdzie nam tez niekiedy polatać samolotami (duża frajda), a także popływać łodzią motorową (niektóre modele są także uzbrojone).
Na tle reszty wcale nie gorzej prezentuje się silnik fizyczny Crysisa. Niemal każdy element otoczenia można zniszczyć, bądź przewrócić. Niemal doskonale prezentują się latające granaty, które doskonale "wiedzą, co mają robić". Tak jest praktycznie z każdym elementem obsługiwanym przez engine fizyczny gry.
Pochwaliłem na początku grafikę, teraz muszę niestety nieco zjechać audio. Co prawda nie ma w nim nic, co mogłoby odstraszać, ale po grze tej klasy oczekiwałem czegoś więcej. Po prostu muzyka w ogóle nie rzuca się w uszy i trudno z niej cokolwiek zapamiętać.
Według mnie Crysis to jeden z najlepszych shooterów ostatnich lat. Jestem też jednak przekonany, że na pewno nie jest to najlepsza strzelanka, w jaką dane mi było grać. Gdyby nie bajeczna grafika i kilka ciekawych rozwiązań ocena pewnie oscylowałaby w granicach ósemki. Jednak za wspomniane wyżej zalety jestem gotów dorzucić jeszcze jedno oczko.
+ Plusy
- GRAFIKA!!!
- niezła fabuła
- SI oponentów
- pojazdy
- Minusy
- audio, niestety
- poza grafiką nie wnosi wiele nowego do gatunku