
Po tematach w jakich obracają się gry widać wyraźnie pewne „szały” i „manie”. Wystarczyło, aby jedna gra czy film zapoczątkowała temat II wojny światowej, aby zalała nas setka produkcji poruszających ten sam wątek. To samo później było z Wietnamem, a dziś z dzikim zachodem i postapokaliptycznymi światami. Po jakimś czasie stają się one nudne i oklepane, co często z powodzeniem wykorzystują początkujący twórcy gier. Z tego, co napisałem można by odnieść wrażenie, że to coś złego ale wierzcie, że tak nie jest i ja sam tak nie uważam. To doskonała okazja przebicia się do tych graczy, do których dana tematyka przemawia. Szczególnie, że z zupełnie nowymi pomysłami ciężko się wybić jeśli ma się niski budżet.
Specjalnie o tym piszę, ponieważ przed kilkoma dniami udostępniono mi grę Air Aces Pacific w wersji beta. Już z samej nazwy można wyczytać, że chodzi o wojnę na Pacyfiku w której walczyli ze sobą Amerykanie oraz Japończycy. I może przez to, od pierwszego uruchomienia, aż po moment pisania tego tekstu nie mogę pozbyć się wrażenia, że gdzieś już to widziałem. No tak… do pamięci wraca Pacific Warriors II: Dogfight również polskich programistów, którego akcja także poruszała temat wojny na Pacyfiku. Ale na tym nie kończą się podobieństwa, wszelkie ulepszenia samolotów oraz sam sposób wykonywania misji, czy nawet informowania o nich, są niemal takie same jak w wyżej wymienionym tytule. Czy to źle? Nie, nie sądzę, ponieważ Pacific Warrior II było świetną grą, prostą acz niezwykle wciągającą, więc nie dziwcie się częstym porównaniom. Jednakże, oba tytuły dzieli różnica wieku, Air Aces jeszcze nie miało swojej premiery, a ta druga miała 7 lat temu. Jak na jej tle wypada opisywany tytuł?
Dane mi było oceniać wersję beta, czyli nieskończoną, więc nie chcę niczego przesądzać ale na obecną chwilę odnoszę wrażenie, że 7-letni staruszek jest lepszy. Przede wszystkim, bardziej grywalny i, jakby to powiedzieć, mniej surowy. Sprawa rozbija się głównie o model sterowania, obie gry są zręcznościówkami ale w Air Pacific sterowanie jest bardzo nieprecyzyjne. Na przykład, kiedy widzimy, że w naszą stronę leci wrogi samolot, szybko celujemy i chcemy strzelać ale problem w tym, że nie da się dokładnie wycelować. Jedno kliknięcie strzałki na klawiaturze powoduje przesunięcie celownika to za wysoko, to za nisko. Szczęście w nieszczęściu, że wcale nie musimy być strzelcami wyborowymi, aby trafić. Samoloty szybko się uszkadzają, wybuchają i lądują w słonej wodzie. Niestety, nasze również i tu, moim zdaniem, ujawnia się brak konsekwentności twórców. Zrobili prosty model sterowania i strzelania, zapewne po to, by gra nadawała się dla niedzielnych graczy, ale z drugiej strony ten uproszczony model sterowania powoduje, że obce samoloty możemy zniszczyć jedynie z bliskiej odległości. A tak się składa, że przeciwnik również potrafi strzelać, co powoduje że starcie z dwoma, trzema samolotami wyłącza nas z gry.
Te możemy naprawić na lotniskowcu, z którego wystartowaliśmy. Wystarczy wylądować, nawet nie trzeba zatrzymywać się do zera, aby naszej maszynie wróciły siły. Przyznam szczerze, że przez długi czas nie wiedziałem jak na nim wylądować, bo po prostu nie spodziewałem się, że zostanie to rozwiązane w sposób tak prosty, żeby nie powiedzieć prymitywny. Tu wrócę jeszcze raz, do wyżej wspomnianego Pacific Warriors II, w którym, aby wylądować musieliśmy zwolnić do odpowiedniej prędkości, ustawić się wzdłuż lotniskowca oraz w odpowiedniej odległości i wejść w wyznaczony tunel, który biegł pod odpowiednim kątem. Brzmi skomplikowanie, a było dziecinnie proste, przy czym lądowanie wyglądało na prawdziwe. Tymczasem w Air Aces Pacific wystarczy przelecieć nad lotniskowcem i zwolnić tak, aby samolot delikatnie opadł. O to, że się rozbije lub uszkodzi nie musimy się martwić. Tu też lądowanie jest łatwe ale podchodzenie do lądowania z zakrętu przy maksymalnej prędkości nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Misje jakie przyszło mi wykonywać są standardowe. I w sumie nawet dobrze, bo podejrzewam, że zbyt mocne kombinowanie mogłoby tej grze tylko zaszkodzić. Ot, proste zadania jak na przykład zniszczenie paru wrogich okrętów, obrona lotniskowca przed atakiem, czy patrolowanie terenu. Krótko mówiąc - przynieś, wynieś, pozamiataj. I to mi się podoba, gdyż rozwalanie obcych samolotów, sprawianie że zmieniają się w kulę ognia i topienie okrętów jest po prostu przyjemne. A co najfajniejsze, zniszczone okręty toną dziobem do dołu. Za każde wykonane zadanie otrzymujemy punkty, które możemy przeznaczyć na zakup ulepszeń, które są przedstawiane w formie czterech atrybutów takich jak: prędkość, zwinność, pancerz i uzbrojenie, a te z kolei za pomocą gwiazdek. Każda gwiazdka swoje kosztuje i każda kolejna powoduje ulepszenie naszego samolotu.
Od strony wizualnej produkcja prezentuje się słabo ale nie odpycha. Grafika jest dość surowa ale w żadnym razie nie zniechęca. Twórcy dodali efekt rozmazania, który zwiększa intensywność w momencie dodania dopalacza. Widać jednak, że nie udało się odnaleźć kompromisu pomiędzy czytelnością a rozmazaniem. Woda z kolei wygląda tak, jakby z bardzo dużą prędkością przesuwały się po niej delikatne chmury z tym, że to nie są chmury. Nie bardzo wiem co i z początku nie mogłem się do tego przyzwyczaić. Za to wszelkie wybuchy choć proste, potrafią zrobić wrażenie.
Znacznie gorzej sprawa ma się z częścią audio. Nie licząc muzyki, gra jest bardzo cicha. Całe udźwiękowienie tła w zasadzie ogranicza się do odgłosu silnika, wystrzału pocisków i bliskich wybuchów. No chyba, że nie zdołałem usłyszeć w tym, co przygrywa przez całą grę. A jest to dość prosta metalowa muzyka, która nie wiele ma wspólnego z wojną na Pacyfiku i w moim odczuciu kompletnie nie pasuje do tematyki gry. Szczególnie, że słuchając jej ma się wrażenie, że ktoś na siłę chciał wprowadzić do gry swój ulubiony gatunek muzyczny, a czasem nawet, że kierowano się zasadą „im mocniej tym lepiej”. Po godzinie grania miałem jej dość, i choć mocno wyciszyłem, czułem że moje uszy są już zmęczone. Muzyka to najsłabszy element tej gry.
Cała reszta prosta i wciągająca, szczególnie jeśli jest się niedzielnym graczem, bo wnioskuję że w ich stronę celują panowie z Wastelands Interactive i Vipagames. Ale muszę trochę pomarudzić, zanim na koniec pochwalę. Gra w wersji beta wieszała się praktycznie co misję, a w samej grze brakuje tak podstawowej opcji jak… pauza. Oczywiście, można wcisnąć Esc, które zazwyczaj powoduje zatrzymanie gry w tle i przejście do menu. Może i tutaj też tak jest z tym, że ktoś zapomniał dodać opcję powrotu do misji. Jeśli to i stabilność gry zostanie poprawiona to już teraz będzie dobrze, choć osobiście proponuję dopracować jeszcze kilka innych elementów na które narzekałem. Niemniej, już teraz grze Air Aces Pacific przepowiadam uznanie w swojej klasie. Ma to „coś”, co powoduje że zaliczamy misję za misją nie nudząc się przy tym, więc ja jestem na „TAK”.