Seria Tom Clancy’s to już klasyka. Gry z tej kolekcji cieszą się niezwykle dużą popularnością o czym świadczy ostatnia odsłona Rainbow Six: Vegas. Większość gier od UBI jest dobrymi, wysoko cenionymi tytułami, które charakteryzują się niezwykle wciągającym trybem multiplayer. Podobnie jest z najnowszą odsłoną Ghost Recon Advanced Warfighter którą wielu uważa za jedną z pierwszych prawdziwie next-genowych gier na Xbox’a 360. Jej poprzednik sprzedał się doskonale i do tej pory gromadzi spore grono fanów, czy z „dwójką” stanie się podobnie? Postaram się odpowiedzieć na to pytanie.
Zaczynamy w gorącym Meksyku, na granicy z USA, gdzie wybuchła wojna domowa. Tuż po zakończeniu wydarzeń z jedynki. Na początku to samo, widok z trzeciej osoby osadzony w taktycznej strzelaninie. Z tytułowymi duchami oraz kapitanem Scottem mamy do wykonania szereg prostych misji nie tylko w Meksyku, ale także w USA, a dokładniej w Teksasie. Chodzi o głowice, na których ręce położyli groźni terroryści i zamierzają przetransportować je na tereny Stanów Zjednoczonych. Gra jest bardzo dynamiczna i szybko zmienia się bieg akcji. Misje są proste jak i sama opisana fabuła gry. Oczyść teren, znajdź zaginionego żołnierza, wysadź działa przeciwpancerne oraz wspomóż jadący konwój itd. Jednak nie jest to nudne jak może się wydawać, ponieważ lokacje są tak zaprojektowane, aby każdy nasz ruch dobrze przemyśleć, jednak w niektórych momentach niema na to za wiele czasu i to właśnie dodaje uroku naszej wojaczce. Przed rozpoczęciem rozgrywki do wyboru mamy trzy poziomy trudności: „low risk”, „guarded risk” i najtrudniejszy „elevated risk”. W tym miejscu pojawia się gigantyczny minus, w postaci czasu potrzebnego do zakończenia gry. W grze mamy 5 chapterów. Całość na najwyższym poziomie skończymy w około 7 godzin. Ja osobiście gdy skończyłem GRAW’a, poczułem pewien niedosyt, bo wszystko dzieje się nagle i budzi rozgoryczenie gdy ukazują się napisy finałowe.
Wracając do game play’u wspomnę o naszej drużynie. Przed rozpoczęciem kolejnej misji udajemy się do punktów zwanych „rally point”, w których możemy wybrać odpowiednich do danej misji żołnierzy oraz uzbrojenie. Sama gra ma niepowtarzalny klimat nowoczesnej wojny, a to nie tylko za sprawą oprawy audio-wizualnej, ale także nowoczesnej broni i gadżetów w które nas wyposażono. Jedną z nowinek, zdecydowanie dobrze wpływającą na rozgrywkę, jest urządzenie komunikacyjne Cross Com. Dzięki niemu możemy sterować swoimi podwładnymi z ich widoku, a dzieje się to za sprawą kamer zainstalowanych na ich hełmach. Całkowita swoboda - gdyż swoich podwładnych możemy rozstawiać praktycznie dowolnie, zgodnie z założeniami taktycznymi. W stosunku do poprzedniej części jest to spore urozmaicenie, ponieważ tam ograniczeni byliśmy do wyznaczanie miejsca naszych kompanów, ustawiających się zawsze w trójkąt - jeden obok drugiego. Tym razem dwóch ustawia się na krańcach przeszkody, a trzeci pilnuje tyłów i osłania kolegów. Niestety w pojazdach, którymi tez możemy komenderować, ruchy są ograniczone do komend „jedź” „stój”, „strzelaj”, a trasa jest z góry wyznaczona. Do naszej dyspozycji oddano prototypowe wyposażenie, od specjalnych mundurów po nowoczesną broń, a dodatkowo nie można zapominać o wsparciu czołgów czy też śmigłowców (także Apacz). Również w przypadku tych ostatnich gracz wydaje komendy. Jest to świetnym urozmaiceniem rozgrywki i zadowoli każdego fana taktyki. Dzięki temu, praktycznie każdą akcję można przeprowadzić przy użyciu różnych środków - możemy sami wybić wszystkich przeciwników lub pomoc sobie atakiem z powietrza lub czołgu. Trzeba jednak uważać, ponieważ w niektórych przypadkach uszkodzenie wymienionych pojazdów może zakończyć grę. Kolejne od razu rzucające się w oczy nowości to: medyk w składzie „duchów” oraz mule, specjalny mały sześciokołowiec dostarczający nam broń i amunicje na gorące pole bitwy, którego można wykorzystać także jako zasłonę przed wrogami.
Podsumowując „gameplay”, to tak jak już napisałem wcześniej, jest dobrze. Gra się przyjemnie i bez większych zgrzytów. Misje odbywamy zarówno w nocy jak i w dzień. Do przeciwników nie można mieć żadnych zastrzeżeń. Nie są może chodzącymi geniuszami, ale z powodzeniem potrafią wykorzystać popełniane przez nas błędy. Nawet rzucony w stronę wroga granat, nie powoduje paniki i zaniku myślenia. Uciekający przeciwnik ucieka od niego jak najdalej, ale stara się umykać pod osłoną, abyśmy mieli jak najmniej okazji do celnego strzału. Tak jak wspomniałem klimat jest niepowtarzalny, a wybuchające nad głowami bohaterów helikoptery, powodują dreszczyk podobny jak przy okazji „Helikopter w ogniu”. „Przyklejanie” się do rożnych elementów otoczenia, ruchy i zachowania bohaterów jak najbardziej na miejscu. Niestety opisywanej opcji, został pozbawiony multiplayer. Wybuchające pojazdy pod ostrzałem oraz wspomniane możliwości poruszania się bohaterów cieszą. Mieszając to z świetnie dopracowanym trybem multiplayer i oprawą audio-wizualna to gra przyciąga na długie godziny, pomimo krótkiego trybu single.
Na duże pochwały zasługuje wspomniana oprawa audio-wizualna. Chłopaki z UBI jednym słowem przyłożyli się do roboty. Grafika wygląda fenomenalnie. Nie bez powodu mówi się o tym tytule, że jest to pierwsza prawdziwie nextgenowa produkcja. Animacje uciekających, spłoszonych ptaków, opuszczone ulice oraz liście i rozwiewany piasek wyglądają znakomicie. Smugi kul zmierzających w nasza stronę oraz pocisków odbijających się od skał czy budynków od razu wpadają w oko. Na wielce profesjonalnym poziomie dopracowano szczegóły elementów otoczenia i przeciwników. Wszystko dopełniają efekty wybuchów oraz dym wydobywający się ze spalonych wraków czy opuszczonych domków majaczących w oddali. Wszystko wygląda tak realistycznie, że momentami trudno oprzeć się wrażeniu, iż mamy do czynienia z prawdziwym środowiskiem. Zachód słońca powoduje opadanie szczęki na podłogę :) Wszystko to zgrabnie połączone daje naprawdę prawdziwą ucztę dla oka. Podobnie jest z dźwiękiem. Na szczególną pochwałę zasługują ostrzeżenia naszych kompanów, które nie zdarzają się zbyt często, jednak są i chodzi o okrzyk w stylu - „Schowaj się bo idą lewą stroną!” - po prostu szok! Dźwięki strzałów oraz wybuchów robią wrażenie. Znakomicie spisuje się też dynamiczna muzyka, bardzo dobrze ilustrująca wydarzenia rozgrywające się na ekranie.
Warto powiedzieć parę słów na temat trybu multiplayer, o którym już wcześniej pisałem i bez którego wydanie 250 zł byłoby bolesne, ponieważ singiel jest niezadawalająco krótki. Mamy sześć misji kooperacji, które możemy przejść w 16 osób. Bardzo fajny tryb wymagający współpracy od każdego członka załogi. Reszta podobna jak w pierwszej części, aczkolwiek z nowymi mapami. Twórcy jednak nie obijają się i już zrobili konwersję najpopularniejszej mapy z jedynki, którą można pobrać za darmo.
Podsumowując Tom Clancy’s Ghost Recon Advanced Warfighter 2 jest naprawdę dobrze zrobionym nextgenowym tytułem, który zasługuje na pochwałę. Pomimo krótkiego trybu single mamy dobrze wykonany multiplayer, który w pełni rekompensuje niedostatki rozgrywki solowej. Oprawa audio-wizualna cieszy, momentami nawet powala na glebę. Mówiąc krótko, każdy fan strzelanin taktycznych powinien tą grę mieć w swej kolekcji!
+ Plusy
- świetna oprawa audio-wizualna
- rozbudowane możliwości dowodzenia drużyną
- wciągający tryb mulitplayer
- Minusy
- zbyt krótka
- niewiele różnic w stosunku do pierwszej części